Dni lecą tak szybko a w międzyczasie: Maja trochę chorowała (gardłowe sprawy+antybiotyk+marudna Maja bo boli+marudna Julka bo w domu nudno+nic nie jedząca Maja= kompletna klapa, rozregulowanie planu dnia i inne przyjemnosci).
Do tego wszystkiego nerwy bo pierwszy antybiotyk był źle tolerowany i Maję zsypało, pomijając dantejskie sceny jakie towarzyszyły podawaniu owego antybiotyku (co było dziwne bo zazwyczaj lubi przyjmować leki - może czuła że jej szkodzi?) i mój stres bo i ja i Maja dochodziłysmy do siebie po tym zabiegu godzinę :o( No ale jest już dobrze....no może prawie dobrze bo na kontroli lekarz usłyszała jakies niewielkie szmery w serduszku (z tym że uspakajała że to u większosci dzieciaczków nic poważnego) niemniej czeka nas profilaktycznie echo serca no i nasz stres do tego czasu.
No ale żeby nie było że tylko źle się u nas dzieje, są też miłe chwile: spędzmy całe dni na dworzu bo pogoda już iscie letnia - to niesamowite jak bardzo Motyleczki wydoroslały przez zimę ;o) z przyjemnoscią obserwuję jak brykają po placach zabaw z innymi dziećmi, nasladują i są wpatrzone zwłaszcza w te starsze i bardziej doswiadczone ;o) ale tak bez zbytniego spoufalania i z dystansem - na razie nie potrafią wspólnie się bawić. Ponad to szykujemy się już powoli do wakacyjnego wyjazdu (lecimy w połowie maja) i głowię się co zabrać żeby niczego nam nie zabrakło, było z sensem, nie zadużo i funkcjonalnie - a to jak wiecie zapewne trudna sprawa :o)
Powiękasza nam się sukcesywnie zasób słownictwa:
KOCIO - kotek (M&J)
MINIO - mis (J)
DOIZENIA - dowidzenia(M)
MAJA - Maja ;o) Jula wreszcie nauczyła się bo do tej pory wołała na Maję mama ;o)
JULA - Maja nie mogła być gorsza i ostatnio tak wzywa siostrę ;o)
No i parę fotek z naszych codziennych dni :o)
Zakończenie dnia pelnego psot :o)
Ps. blogujący na blogger - czy wy też macie problemy z polskimi znakami? ja nie mam s (nie mam więc wyszło s ;o) a przy ł wskakują mi jakies twory które muszę kasować, reszta znaków ok.
